piątek, 10 października 2014

Zmieniam stylówę

Długo, bardzo długo się wzbraniałam. W sumie kocham moje niewygodne szpilki i eleganckie bluzki. Nie da się jednak długo oszukiwać – młodej mamie szybko przyjdzie wprowadzić się w rozciągnięte podkoszulki i wygodne, domowe spodnie. Dlatego postanowiłam wyprzedzić bieg wypadków, by po porodzie zamiast w T-shirty Jakubasa wejść jednak we własne, trochę bardziej pasujące ubrania.

Wygodne spodnie

Małe mam szanse na wbicie się w moje ukochane rurki przez pierwsze tygodnie. Tak mi się marzy, że od razu zacznę ćwiczyć i szybko wrócę do formy, ale świat ma to do siebie, że nie jest sprawiedliwy i zwykle staje na przekór. Dlatego w pierwszej kolejności zapolowałam na wygodne i modne dresowe szarawary w różnych wariacjach. Z pomocą przyszedł mi tu Risk made in Warsaw, Insomnia oraz Hultaj Polski. Nie wiem, jak mogłam do tej pory ich nie doceniać. Są wspaniałe i mam nadzieję, że warte swojej ceny.
Podejrzewam, że przez pierwszych kilka tygodni przydadzą się jeszcze stare ciążówki, dlatego z nich też nie zamierzam rezygnować. Kto wie, jak długo jeszcze dadzą radę?

Podkoszulki i tuniki

Nie podobają mi się bluzki „do karmienia”. Większość, nie ukrywajmy, jest po prostu szpetna. Nie jestem wielką fanką dekoltów w karo ani w szpic, nie fanię wielkiego dopasowania do figury, szczególnie przy dużych, mlecznych piersiach i brzuchu pociążowym. Dlatego postanowiłam zaopatrzyć się w odpowiednią ilość luźnych, wydekoltowanych T-shirtów z nadrukami. Jestem pewna, że sprawdzą mi się równie dobrze, jak dedykowane bluzki i koszulki, a przy okazji nie będą stanowiły dużej zmiany w stosunku do moich zabudowanych tunik i bluzek koszulowych. Znalazłam też kilka koszul – karmników. Jakoś wydają mi się wygodniejsze niż same bluzki karmniki. Nie wspominając już o ich urodzie...

Bielizna

Postanowiłam: staniki do karmienia kupię już po porodzie. Bez sensu będzie kupowanie ich teraz, skoro nie wiem jeszcze, jakie gabaryty przyjmie mój biust już po porodzie.

Gadżety


Przy okazji tych sprawunków postanowiłam zrobić sobie kilka drobnych przyjemności. I tak wzbogaciłam się o „Jak wychować szczęśliwe dziecko”, parę bransoletek i nowiutkie słuchawki douszne. Poza tym nawiedziłam znowu Sephorę, polując na moje ulubione marchewki, ale, ku mojej rozpaczy, znowu ich nie mieli. Ja nie wiem, to ich własna marka. Dlaczego nie ma jej więc we wszystkich sklepach? Jakieś braki na składzie, czy coś?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz