Długo,
bardzo długo się wzbraniałam. W sumie kocham moje niewygodne
szpilki i eleganckie bluzki. Nie da się jednak długo oszukiwać –
młodej mamie szybko przyjdzie wprowadzić się w rozciągnięte
podkoszulki i wygodne, domowe spodnie. Dlatego postanowiłam
wyprzedzić bieg wypadków, by po porodzie zamiast w T-shirty
Jakubasa wejść jednak we własne, trochę bardziej pasujące
ubrania.
Wygodne
spodnie
Małe
mam szanse na wbicie się w moje ukochane rurki przez pierwsze
tygodnie. Tak mi się marzy, że od razu zacznę ćwiczyć i szybko
wrócę do formy, ale świat ma to do siebie, że nie jest
sprawiedliwy i zwykle staje na przekór. Dlatego w pierwszej
kolejności zapolowałam na wygodne i modne dresowe szarawary w
różnych wariacjach. Z pomocą przyszedł mi tu Risk made in Warsaw,
Insomnia oraz Hultaj Polski. Nie wiem, jak mogłam do tej pory ich
nie doceniać. Są wspaniałe i mam nadzieję, że warte swojej ceny.
Podejrzewam,
że przez pierwszych kilka tygodni przydadzą się jeszcze stare
ciążówki, dlatego z nich też nie zamierzam rezygnować. Kto wie,
jak długo jeszcze dadzą radę?
Podkoszulki
i tuniki
Nie
podobają mi się bluzki „do karmienia”. Większość, nie
ukrywajmy, jest po prostu szpetna. Nie jestem wielką fanką dekoltów
w karo ani w szpic, nie fanię wielkiego dopasowania do figury,
szczególnie przy dużych, mlecznych piersiach i brzuchu pociążowym.
Dlatego postanowiłam zaopatrzyć się w odpowiednią ilość
luźnych, wydekoltowanych T-shirtów z nadrukami. Jestem pewna, że
sprawdzą mi się równie dobrze, jak dedykowane bluzki i koszulki, a
przy okazji nie będą stanowiły dużej zmiany w stosunku do moich
zabudowanych tunik i bluzek koszulowych. Znalazłam też kilka koszul
– karmników. Jakoś wydają mi się wygodniejsze niż same bluzki
karmniki. Nie wspominając już o ich urodzie...
Bielizna
Postanowiłam:
staniki do karmienia kupię już po porodzie. Bez sensu będzie
kupowanie ich teraz, skoro nie wiem jeszcze, jakie gabaryty przyjmie
mój biust już po porodzie.
Gadżety
Przy
okazji tych sprawunków postanowiłam zrobić sobie kilka drobnych
przyjemności. I tak wzbogaciłam się o „Jak wychować szczęśliwe
dziecko”, parę bransoletek i nowiutkie słuchawki
douszne.
Poza tym nawiedziłam znowu Sephorę, polując na moje ulubione
marchewki, ale, ku mojej rozpaczy, znowu ich nie mieli. Ja nie wiem,
to ich własna marka. Dlaczego nie ma jej więc we wszystkich
sklepach? Jakieś braki na składzie, czy coś?